Carpe diem

Długo zbierałam się w sobie, zanim znów poczułam wenę do pisania, już piszę, dlaczego.

Ferie zleciały niczym wiatr – w dosłownym tego słowa znaczeniu.
Najpierw mieliśmy wiosnę w górach, później rozłożyło mnie choróbsko, ale ostatnie dni spędziliśmy na zimowym szaleństwie!!
Po dziesięciu latach w końcu założyłam narty na nogi! Oczywiście miałam trochę obaw, na szczęście – tego się nie zapomina 🙂 Było super: narty, nocne rozmowy, zabawy z dziećmi, słodkie leniuchowanie, plus piękne okoliczności przyrody 🙂
Jednak jak to w życiu bywa wszystko, co dobre szybko się kończy… Nadszedł i u nas moment powrotu.
Chcąc, nie chcąc wróciliśmy do domu 😉

Ponieważ ferie jeszcze trwały postanowiłam dostarczyć mojej starszej dziecinie więcej wrażeń, więc w tym celu wybraliśmy się na lodowisko.
Co prawda nie jeździłam na łyżwach też około dziesięciu lat, ale idąc za ciosem i podbudowana jazdą na nartach stwierdziłam, że dam radę!
Ba, kto jak nie ja!! 😉
Wszystko początkowo przebiegało bez zakłóceń, coraz śmielej szło mi to jeżdżenie 🙂 i może do nieszczęścia by nie doszło, gdyby nie fakt, że z racji tego, że uczyłam młodego jeździć na łyżwach, to jechaliśmy trzymając się za ręce.
Młody już pod sam koniec poczuł się na tyle pewnie, że chciał pokazać mi jak świetnie tę sztukę opanował i nieco przyśpieszył ciągnąc mnie za sobą….

Pamiętam tylko tyle, że czując, co się święci i chcąc chronić najpierw jego, potem siebie przed niefortunnym upadkiem wzięłam cały ciężar na siebie.
I stało się – ległam niczym kłoda drewna, na dość twardy lód – niestety miękki jest tylko w bajkach 😉
Trochę bolało, ale zagryzając wargi dzielnie wstałam, poruszałam obolałą ręką, zobaczyłam, że wszystko jest całe i niewiele się zastanawiając wsiadłam do samochód i wróciłam do domu. 🙂
Po przyjeździe czułam narastający ból, ale siłą rozpędu zrobiłam jeszcze obiad!!
Dwie godziny po całym zajściu moja ręka w końcu dała o sobie znać, na tyle silnie, że na przemian śmiałam się i płakałam z bólu i niedowierzania, co mi się przytrafiło!!

Mąż wrócił z pracy i koło 18.00 zabrał mnie na ostry dyżur. Jednak i tam nie obyło się bez perypetii, ale o tym, kiedy indziej 😉 Summa summarum wróciliśmy do domu koło 23.00 – ja od góry do dołu z ręką w gipsie – na szczęście lewą! 😉

FullSizeRender

Wierzę, że wszystko, co nas spotyka w życiu dzieje się z jakiegoś powodu, lecz póki, co nie znalazłam jeszcze odpowiedzi, dlaczego mnie, to spotkało??? 😉

Póki, co szukam odpowiedzi i staram się nieco oswoić z zaistniałą sytuacją..
Szczerze, nie wychodzi mi to za bardzo…

Najtrudniejsze już nie jest proszenie o pomoc i czasami godzenie z odmową, lecz poczucie niemocy i ograniczenia. Świadomość, że nie wszystko mogę zrobić sama, doprowadza mnie do rosnącej frustracji i szału!!!
Z dnia na dzień jest coraz lepiej – czas i determinacja robią swoje, jednak do pełni szczęścia wiele brakuje. 😉
Teraz podziwiam i w rozumiem ludzi, którzy w jakimś stopniu na stałe są ograniczeni. Podziwiam i jestem pod wrażeniem siły, jaką odnajdują w sobie, by móc w miarę „normalnie” funkcjonować.
Ludzie sprawni, zdrowi czasami nie doceniają tego, że mogą sprawnie się poruszać, oddychać, widzieć i słyszeć. Nikt z nas choćby bardzo się starał, nie jest w stanie wczuć się w sytuację drugiej osoby, póki jej nie doświadczy.

Moja lekcja jeszcze nieodrobiona, ale na szczęście zostało mi jeszcze trzy tygodnie w gipsie ( nie wierzę, że to napisałam ;))

Tymczasem życzę Wam i sobie, abyśmy umieli cieszyć się z tego, co mamy, doceniali siebie samych i naszych bliskich i chwytali każdą chwilę.

Pozdrawiam M.

14 Comments

  1. Marzena said:

    Wydaje mi się, że generalnie ludzie zdrowi nie dostrzegają, jak wielkie mają szczęście, jak wielki prezent od losu otrzymali. A przecież do puki ma się dwie ręce i dwie nogi , jest się sprawnym i zdrowym można wszystko!

    Dziękuję Ci za inspirację! 🙂

    18 lutego 2016
    Odpowiedz
    • Małgosia said:

      Dokładnie, nie zdajemy sobie sprawy z tego, że tak naprawdę mamy wszystko by być szczęśliwym, póki sami nie zetkniemy się z daną sytuacją. Ja też nie byłam tego świadoma, no i los mnie doświadczył…
      Bardzo się cieszę, że choć w minimalny sposób mogłam Cię zainspirować. 😉 Gorąco pozdrawiam 🙂

      18 lutego 2016
      Odpowiedz
  2. No tak, gips może niepotrzebny, nie wiadomo w jakim celu…ale i tak carpe diem 😉

    18 lutego 2016
    Odpowiedz
    • Małgosia said:

      No ten gips lekko mnie dobił… ale staram się dostrzegać pozytywy tej całej sytuacji 😉 i o dziwo znajduję!! 🙂 pozdrawiam 🙂

      18 lutego 2016
      Odpowiedz
  3. Betty said:

    Nawet nie wiemy jak silne są kobiety… Moc niech będzie z Tobą Małgosiu . Dużo wytrwałości i szybkiego powrotu do zdrowia

    18 lutego 2016
    Odpowiedz
    • Małgosia said:

      Dokładnie Beti, wielka moc siedzi w nas!! Dziękuję i gorąco pozdrawiam :*

      18 lutego 2016
      Odpowiedz
  4. Świetny post! Zapraszam do mnie asiaknebel.blogspot.com 🙂 Miło mi będzie jak pozostawisz po sobie ślad 🙂

    19 lutego 2016
    Odpowiedz
    • Małgosia said:

      Dziękuję bardzo 🙂
      Z pewnością zajrzę! Również zapraszam do czytania.
      Pozdrawiam 🙂

      19 lutego 2016
      Odpowiedz
  5. Biedna…szybkiego powrotu do normalności życzę! Ja w styczniu rąbnęłam. Na łokciu do zeszłego tygodnia miałam krwiaka a o dziwo nic nie bolało. Za to tyłek bez sińca a długo bolał…

    19 lutego 2016
    Odpowiedz
    • Małgosia said:

      Oj, bardzo mi przykro. Niestety nieszczęścia chodzą po ludziach…dobrze, że u Ciebie i u mnie tylko na tym się skończyło!! Ja teoretycznie za 3 tygodnie będę już po. Dziękuję za ciepłe słowa i serdecznie pozdrawiam 🙂

      19 lutego 2016
      Odpowiedz
  6. Sylwia said:

    Gosiu, lada moment nie będzie gipsu i zostaną tylko wspomnienia… Jak Ty dałaś radę pisać jedną ręką? Mistrz! Uściski, S.

    19 lutego 2016
    Odpowiedz
    • Małgosia said:

      Sylwia, też się tym pocieszam!! 😉 a odnośnie szczegółów, to lepiej nie pytaj…hihi 🙂
      Ściskam!! :*

      19 lutego 2016
      Odpowiedz
  7. Mama 24h said:

    Też uważam, że nic nie dzieje się bez przyczyny – zawsze coś jest na rzewczy 😉

    20 lutego 2016
    Odpowiedz
    • Małgosia said:

      Dokładnie 🙂 czas pokaże, jaką jeszcze lekcję powinnam odrobić!
      Pozdrawiam 🙂

      20 lutego 2016
      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *