Nic dla nas bez nas.

sunset-1207326_1280

Zbierałam się długo, by znów napisać parę słów i pewnie, to zbieranie się trwało by o wiele dłużej, gdyby nie wpis bliskiej mi osoby  – Sylwii, która dodała mi odwagi do wyjścia z ukrycia i pokazała mi, że nic co ludzkie obce nam nie jest…

Odkryłam bardzo ważną prawdę o sobie, prawdę która była dla mnie trudna do zaakceptowania, a mianowicie, że bardziej dbam o innych niż o siebie, że bardziej zależy mi na opinii innych niż na tym, co dla mnie ważne, że droga którą wybrałam przynosi mi nie tylko wzloty, ale też upadki, po których coraz ciężej jest mi się podnieść i iść dalej.

Zaczęło się od tego, że moje ciało pewnego dnia odmówiło mi posłuszeństwa, zbuntowało się i powiedziało: mam dość – ja wysiadam! Nie było to dla mnie jakimś dużym szokiem, gdyż wcześniej dawało mi na wszelki sposób sygnały, abym zatrzymała się i coś z tym zrobiła. Póki ból był mały bagatelizowałam go, jak to mam w zwyczaju…udawałam, że go nie ma. Jednak z dnia na dzień moje ciało czuło się coraz gorzej, bolał mnie nie tylko jeden odcinek kręgosłupa ale już całe plecy 🙁

Nie dało się już dłużej oszukiwać samej siebie i wmawiać sobie, że wszystko jest ok, bo nie było…

Moje ciało, które jest moim oparciem, moją siłą i mną samą powiedziało dość!! Ciało, które nosiło w swym łonie dwoje moich dzieci, które przeszło dwa cesarskie cięcia, które wspiera mnie przez całe moje życie – teraz krzyczało i prosiło o ratunek. Zagłuszałam te sygnały tak długo jak się dało, robiłam wszystko żeby ich nie usłyszeć i jednak w końcu już nie mając wyjścia przyznałam się sama przed sobą, że już nie daję rady.

Dotarło do mnie co się stało. Ja wiecznie skupiona na innych, ja wiecznie odpychająca niewygodne sygnały płynące z mojego ciała, ja stawiająca swoje potrzeby niżej niż wszystkich dookoła, ja nastawiona na dawanie, na usilną chęć powrotu do pracy, walcząca o przestrzeń dla siebie, o prawo wyrazu, o to by znów zaistnieć, w końcu powiedziałam STOP ja nie daję rady!

Najtrudniejsze w tym wszystkim było przyznanie się przed sobą, że już nie mam siły, by dłużej tak funkcjonować, zatrzymać się i skupić się tylko na sobie.

Zrozumiałam, że tak długo dopóki będę spełniać zachcianki innych ludzi, tak długo jak będę szła pod prąd wbrew okolicznościom i temu co ze mną się dzieje, tak długo jak będę udawała sama przed sobą i przed innymi: jak to ja nie dam rady?  Póki będę nastawiona bardziej na innych, a nie na siebie, tym dłużej będę później dochodziła do pełni zdrowia i wracała na właściwie tory – do samej siebie.

Rodzina, mąż, dzieci, rodzice, znajomi, wszyscy są ważni, ale nie najważniejsi. Bez nich nie było tego co ważne co stanowi sens mojego życia. Jednak jeśli chcemy czerpać radość z pełni życia, rozwijać się, żyć w zdrowiu, to na pierwszym miejscu zawsze stawiajmy siebie.

Chwila przymusowego zwolnienia dała mi o wiele więcej niż tysiące szkoleń, które przeszłam, niż książki które tonami „pochłaniam” i niż wiedza, którą posiadam. Dzięki niej na nowo wchodzę na swoją drogę, szukam balansu między tym, co ważne i co chcę, a tym co „powinnam” i „muszę”. Moje ciało stało się moim najlepszym nauczycielem. Mądrość ciała najpierw powaliła mnie, by później dać mi siłę do dalszej drogi.

Teraz uczę się akceptować siebie taką jestem, szukam harmonii we wszystkim co robię. Życie weryfikuje nasze podejście do niektórych spraw i całe szczęście, że tak się dzieje. Troszczmy się o siebie, dbajmy o siebie, tak jak o własne dzieci – nic dla nas, bez nas…

Pozdrawiam

Małgosia

Skomentuj jako pierwszy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *